bip.marki.pl facebook.com instagram.com twitter.com youtube.com

W pancernym kotle

Mieszkańcy Marek, Strugi i Pustelnika w powstańczych walkach 1944 r.

Dziś obchodzimy 76 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Przy pomniku na Strudze oddamy hołd bohaterom i ofiarom tego zrywu. Nie jest to przypadkowe miejsce. To tu, na dwa dni przed wybuchem Powstania Warszawskiego, rozpoczęły się działania bojowe prowadzone w ramach akcji „Burza”. Armia Krajowa, na wieść o zbliżających się oddziałach Armii Czerwonej, wystąpiła otwarcie przeciwko niemieckiemu okupantowi.

– 30 lipca w Strudze pojawiły się pierwsze czołgi Armii Czerwonej. Z dokumentów wynika, że dotarły aż do Marek do rzeki Długiej. To był zwiad pancerny. Wśród ludności zapanowało ogromne poruszenie, nasi żołnierze byli gotowi do walki – opisuje Antoni Widomski, historyk i honorowy prezes-senior Ochotniczej Straży Pożarnej.

Jedno z pierwszych starć opisał Albin Furczak, pseudonim „Alf”, dowódca kompanii.

„Miejscowa drużyna (...) podprowadziła czołgi drogami leśnymi na skrzyżowanie szos Białystok – Warszawa i Zegrze – Rembertów zaskakując całkowicie konwój samochodów niemieckich, który w drodze do Warszawy zatrzymał się na odpoczynek w Strudze. Ostrzelany i rozbity przez czołgi radzieckie konwój został opanowany przez drużynę plutonu 738. Zginęło kilkunastu Niemców, dowódca konwoju – oficer – został wzięty do niewoli i odstawiony do dowództwa czołgów radzieckich stacjonujących w Nadmie. Zdobyto znaczne ilości broni i amunicji” – relacjonował „Alf”.

30 lipca zajęta została też szkoła w Pustelniku, gdzie znajdowały się zapasy uzbrojenia.

– Nasze oddziały były dość liczne. Szacunki mówią o 450-650 żołnierzach. Część z nich była już zaprzysiężona w AK, część z nich stanowili mężczyźni, którzy walczyli w kampanii wrześniowej i dołączyli na wieść o zbliżających się oddziałach Armii Czerwonej – tłumaczy Antoni Widomski.

Skrzyżowanie kluczowych dróg

Nasi żołnierze bili się w strategicznym miejscu dla Niemców i Rosjan.

– Przez Marki przechodziły dwie ważne drogi – jedna z Warszawy do Białegostoku, druga – z Rembertowa (poligon, zakłady amunicyjne) do Modlina. Był to bardzo istotny węzeł komunikacyjny. Dlatego Niemcy starannie przygotowali się do obrony tego terenu – opowiada Antoni Widomski.

Zdaniem lokalnego historyka, na tych terenach doszło do jednej z naj-większych bitew pancernych w dziejach naszego kraju.

– W sumie w tym rejonie walczyło około 1000 czołgów. Szybko przewagę uzyskali Niemcy, którzy zgromadzili doborowe oddziały. Wysunięte czołgi Armii Czerwonej znalazły się w okrążeniu – opowiada Antoni Widomski.

Prezes OSP podkreśla, że ze wspomnień Polaków wyłania się obraz dobrej współpracy między Armią Czerwoną a naszymi oddziałami.

– Działania były koordynowane i uzgadniane. Pamiętajmy, że czołgi bez osłony piechoty są częściowo bezbronne. A tę dawały nasze oddziały – podkreśla Antoni Widomski.

Z żalem jednak zauważa, że opisów współpracy nie znalazł do tej pory w rosyjskich źródłach.

Przykład takiej kooperacji opisywał Roman Grabowski, pseudonim „Dziadek”.

„Dowódca czołgów radzieckich, obserwując szosę w kierunku na Warszawę, zwrócił uwagę na dwie ciemne sylwetki przesłonięte gałęziami krzewów na poboczach szosy między Strugą a Rościszewem. Rozpoznaliśmy w nich 2 czołgi niemieckie (...). Wspólnie ustalono plan działania. Wysłano patrol złożony z żołnierzy plutonu 738 doskonale znających okolicę. (...) Dobrze uzbrojony w broń automatyczną i granaty podciągnął niepostrzeżenie przez zabudowania gospodarcze, podwórka, ogrody i zagajniki w bezpośrednie sąsiedztwo czołgów niemieckich (...). Serie z broni maszynowej oraz granaty zaskoczyły Niemców (...). Kilku z nich poległo na miejscu, reszta rozproszyła się w sąsiednich zabudowaniach. (...) Jeden z czołgów radzieckich wytoczył się zza muru kościelnego na środek szosy i dwoma celnymi strzałami zniszczył obydwa czołgi niemieckie. Wysokie słupy czarnego dymu ze spalonych czołgów niemieckich stanowiły widoczny na całą okolicę znak skuteczności prowadzonych walk z pancerną potęgą Niemców. Podniosły one na duchu rozlokowane w lasach Strugi oddziały powstańcze”.

Rozsądne wyjście

Niemniej już 2 sierpnia Rosjanie przeszli do obrony. Zostali zamknięci w pancernym kotle. Wraz z nimi – nasi żołnierze.

– Walczyli 11 dni. Dowódca mjr Henryk Okińczyc rozwiązał oddział 9 sierpnia. Nie było innego wyjścia. Armia Czerwona wycofała się pod Mińsk Mazowiecki. Gdyby nasi żołnierze walczyli dalej, nie mieliby żadnych szans – podkreśla Antoni Widomski.

„Dowództwo naszego oddziału oceniło, że dalsze walki leśne są niecelowe. (...) Po posiłku długą broń i karabiny maszynowe po odpowiednim oczyszczeniu ukryto w okolicy tartaku. Do zebranego w lesie oddziału przemówił mjr Henryk Okińczyc ps. „Bil”. Podziękował wszystkim za odwagę w walkach i spełnienie obowiązku wobec ojczyzny. (...) Większość żołnierzy w odstępach czasu i różnymi drogami wróciła do swoich stron rodzinnych Marek, Pustelnika, Strugi, Zielonki i Kobyłki. Część zaś w drobnych oddziałach próbowała przedostać się przez front, część prowadziła dalej walki partyzanckie z Niemcami” – relacjonował Roman Grabowski.

24 żołnierzy zostało odznaczonych Krzyżem Walecznych. W powstańczych walkach zginęło 12 żołnierzy. Na wyzwolenie Marek spod niemieckiej okupacji przyszło czekać do 15 września, choć do starć dochodziło jeszcze w październiku 1944 r.

– Pamiętajmy, że te osoby, które walczyły na tym terenie w lipcu i sierpniu 1944 r., formalnie są Powstańcami Warszawskimi – podkreśla Antoni Widomski.

Zaktualizowany materiał pochodzi z ubiegłorocznego wydania biuletynu Marki.pl

TM
1 sierpnia 2020, godz. 07:55
#Miasto

zdjecie

Menu

© Miasto Marki 05-270 Marki, Al. Piłsudskiego 95, www.marki.pl, 22 781 10 03

ACTIVENET - projektowanie stron internetowych - Marki, Warszawa

skocz do góry